Tuliłam i karmiłam Politkę, tata i Rafał bawili się gdzieś z Igą, radosną pomimo gorączki, a moja mama patrzyła na mnie takim smutnym spojrzeniem z cyklu: "dziecko cierpi, a serce matki krwawi". Tak więc zaraz się wzruszyłam własnym losem i łzy mi zaczęły płynąć. Wtedy poprosili nas do gabinetu.
Weszłam na wstrzymanym oddechu. Pola spała i jadła. Nie oddychając zapytałam, czy może dalej tak sobie jeść. Mogła. Wtedy drzwi się otworzyły i wpadł mój tata pod pretekstem, że zapomniałam przykrywki na butelkę. Powiedziałam, że nie jest potrzebna i poprosiłam, żeby wyszedł. On postanowił nie usłyszeć i twardo stał w drzwiach zdecydowany poznać diagnozę jako pierwszy. Ponaglony wycofał się z ociąganiem, biedaczek.Zobaczyłam na ekranie wnętrze mojej kochanej polusiowej główki i całkiem długo - około 3 zdjęcia - wytrzymałam wraz z lekarzem w nabożnym milczeniu. W końcu pękłam: - Panie doktorze, mogę zapytać??NO I CO!???!!!!
A on okazało się właśnie skończył badanie i mówi: - Wszystko jest w najdoskonalszym, najlepszym porządku. Wszystko dobrze.
Płakałam rzęsiście już przy zamykaniu drzwi. I wołałam do mojej rodziny: - Wszystko w porządku!!! – szlochając w niebogłosy. - Ja wiedziałem - obraził się mój mąż i wrócił do bawienia Igi. Niunię ta sytuacja wyraźnie przerastała, więc gdy ja się miotałam, to właściwie cały czas udawała, że mnie i Poli nie widzi. Starała się być zajęta i całe szczęście.
Potem siedziałam na kanapie, Polka spała w mych ramionach, mama i tata mnie przytulali i mówili różne rzeczy charakterystyczne w takich sytuacjach, a ja ryczałam i ryczałam. Po pożegnaniu z rodzicami kontynuowałam, nie mogłam nawet przez to płakanie porozmawiać z moją przyjaciółką Asiusią.
Tymczasem dojechaliśmy na miejsce, gdzie zostawiliśmy samochód męża. Rozdzieliliśmy się. Ja wracałam busem z dziewczynkami, a Raf pojechał zrobić zakupy, bo nic w domu nie było. Jechałam jak automat, ale sytuację zagrożenia na drodze stworzyłam tylko raz. Ale to dlatego, że tamten kierowca był niewspółpracujący, a ja, jako że dużo od niego busem większa, po prostu go zignorowałam.
Jak łatwo się domyślić nie jest to koniec historii.
No i stało się! Polusia jest zdrowa neurologicznie!!! :)Haha, ciekawa jestem jak Pani doktor się zachowa??? Może się nie zachowa w takiej sytuacji i uda,że nic się nie stało?!!! Czekam na ciąg dalszy tej pasjonującej historii.Pozdrawiam:) meggi
30-09-2009 aniobelek
bosko!bosko , bosko! i powtorze za mezem twoim :ja wiedzialam!
jak zwykle czekam na dalszy ciag.
01-10-2009 agabe
Pani doktor się nie zachowa Meggi, bo by mnie do niej końmi ni wołami nie zaciągnęli nigdy więcej!! Dzięki za czytanie, Miłe Panie!
03-10-2009 gość
Przerażające jest to, że za Wasze własne pieniądze jakiś niedouczony konował zestresował całą Waszą rodzinę, w tym dziadków. I nie ma na taką osobę sankcji. Dobrze, że macie to już za sobą. Grae
Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Działdowskiej 1 w Warszawie
- dr n. med. Anna Zawadzka-Krajewska
- dr n. med. Agnieszka Krauze
- dr n. med. Joanna Lange
- dr n. med. Joanna Peradzyńska
- dr n. med. Witold Bartosiewicz
- psycholog kliniczny Milena Pyra
- psycholog kliniczny Beata Zduńczyk
Katedry Alergologii, Immunologii i Dermatologii Wydziału Nauk Biomedycznych i Kształcenia Podyplomowego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi
- prof. dr hab. n. med. Rafał Pawliczak
Oddziału Dziecięcego Szpitala MSWiA w Krakowie
- dr n. med. Teresa Marek - Szydłowska
Mamy już 299 zarejestrowanych użytkowników, którzy założyli 14 blogów i napisali 973 komentarzy!
Ostatnio założone blogi: Shira, przebinda, marcelek2007