Myślę, że ani Rafał, ani ja nie byliśmy w najmniejszym stopniu przygotowani na jakąkolwiek poważniejszą chorobę dzieci. Tak się złożyło, że w tamtym okresie prawnie nie chorowały zarówno brzdące naszych znajomych, jak również sama Igusia. Nie licząc kolek, trzydniówki i drobnych przeziębień do ukończenia 2,5 roku Niunia była okazem zdrowia. Chrzest bojowy przeszliśmy dopiero przy liszajcu zakaźnym, który nas bardzo psychicznie wymęczył. Swoją drogą, gdy znajdę chwilę wstawię kilka zdjęć Igi z czasów tamtej choroby, by zilustrować skalę problemu.
W efekcie w grudniu dosłownie oszaleliśmy z niepokoju. Byliśmy wtedy świeżo po porodzie Polci, jeszcze nie skończył się mój połóg. Zapalenie płuc u dziewczynek przeraziło zarówno nas, jak i dziadków Igusi i Polusi. Na Działdowską trafiliśmy dzięki naszej dr Baszczewskiej, która konsultowała mnie telefonicznie po diagnozie w przychodni i właśnie tam kazała nam jechać oraz dzięki Tyni, naszej koleżance, która również usilnie nam ten szpital rekomendowała.Nie wiem, jak dalibyśmy sobie radę, gdyby nie nasz rewelacyjny lekarz prowadzący. Doktor Bartosiewicz zaopiekował się nami po ojcowsku. Był niezwykle uprzejmy, uważny, wnikliwy, a przy tym serdeczny i uśmiechnięty. Zmordowana i przerażona Iga polubiła go od pierwszego wejrzenia. Pola przy nim ani razu nie zapłakała. Doktor udzielał wyczerpujących informacji podczas każdego osłuchiwania dziewczynek, tłumaczył przystępnie wszystko, co było dla nas niejasne. Odpowiadał na dziesiątki pytań, które mnożyłam. Przychodził poza godzinami obchodu gdy coś mnie niepokoiło i prosiłam o konsultację. Często sam z siebie, dodatkowo zaglądał do dziewczynek. Gdy pojawiały się jakieś dobre wieści z laboratorium nie czekał na obchód, tylko fatygował się, by nas o nich poinformować jak najszybciej. Było to tym bardziej ujmujące, że szpital w tamtym okresie przeżywał dosłownie oblężenie. Ponoć na początku stycznia sytuacja jeszcze się pogorszyła, niemniej już w grudniu lekarze i nieliczne pielęgniarki uwijali się jak w ukropie od świtu do nocy. Mimo to wszyscy poświęcali nam mnóstwo czasu i uwagi. Wygląda na to, że trafialiśmy na samych profesjonalistów i pasjonatów swego zawodu.
Byliśmy zdruzgotani stanem zdrowia naszych dziewczynek, przerażeni, że spotkała je poważna choroba i szczęśliwi – o ile to możliwe w tej sytuacji – że Malutkie leczone są w tym właśnie szpitalu, przez takich ludzi.
tyle szczescia w nieszczesciu , ze opieke mieliscie wspaniala.
29-05-2009 gość
Taka opieka lekarska to skarb!
29-05-2009 gość
oj skarb, skarb, dlatego pozostajemy wierni Doktorowi przy naszej astmie i nasyłamy na Niego każdego kto choćby kichnie w naszej obecności, nie mówiąc o kaszlnięciu :);) A sami odwiedzamy Go bardzo regularnie, jako że Iga ma tę astmę swoją dość obecnie rozchwianą, a Pola ma zapalenie płuc ponownie, do czego jeszcze nie doszłam, bo ciągle jestem przy grudniu, choć czerwiec za pasem.
30-05-2009 gość
ojej, widzę, że poprzednia wiadomość się jakoś dramatycznie zmultiplikowała, mam nadzieję, że Miła Administracja coś na ten błąd uprzejmie zaradzi :) dzięki, agabe
02-06-2009 muza
dobra diagnoza , opieka i lekarz prowadzący , który zna się na tym co robi to bardzo dobrze rokuje!
18-06-2009 gość
Choć los bardzo Was doświadczył chorobami Córeczek macie szczęście, że macie upoważnienie od lekarza prowadzącego i możecie dzwonić do niego po poradę, gdy wyczuwacie, że dziecko jest zagrożone i który telefonicznie jest w stanie trafnie ocenić poważną chorobę- zapalenie płuc u maleńkiego dziecka - potwierdzone potem w szpitalu. Strach pomyśleć co byłoby, gdybyście, skupieni na leczeniu Igi niechcący zlekceważyli niepokojące objawy u Poli.. Grae
24-06-2009 gość
Wczoraj trafiłam na tą stronkę i od razu przeczytałam wszystkie zapiski z bloga. Podziwim Was!!! Całą czwórkę :) no i trzymam oczywiście kciuki za zdrówko dziewczynek .
sama jestem mamą trójki i chciałam odnieść się do opinii nt. szpitala przy ul. Działdowskiej. W kwietniu jedna z moich córeczek - bliźniaczek trafiła tam z obturacyjnym zapaleniem płuc (chyba dość łagodnym). Byłam przerażona, gdyż znałam tylko negatywne opinie o szpitalach... jeszcze nigdy nie byłam tak mile rozczarowana... Wszyscy lekarze, pielęgniarki...wogóle cały , personel....ludzie pracują z prawdziwego powołania. Naprawdę mają ciężkie warunki pracy, ale mimo to przejmują się nawet najmniejszymi dolegliwośćiami każdego z dzieciątek. pocieszają rodziców, uśmiechają się....Nasza Pani doktor prowadząca Joanna Peradzyńska - boska, cudowna i ciepła osoba.
Brak mi wogóle słów na opisanie mojej wdzięczności.... Szpital powinien być zgłoszony do konkursu na \"Przyjazny dziecku i rodzicom\"
od wczoraj cała trójka moich szkrabów jest pod opieką dr. Bartosiewicza:)
i jak nigdy jestem pełna sił i optymizmu:))))
Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Działdowskiej 1 w Warszawie
- dr n. med. Anna Zawadzka-Krajewska
- dr n. med. Agnieszka Krauze
- dr n. med. Joanna Lange
- dr n. med. Joanna Peradzyńska
- dr n. med. Witold Bartosiewicz
- psycholog kliniczny Milena Pyra
- psycholog kliniczny Beata Zduńczyk
Katedry Alergologii, Immunologii i Dermatologii Wydziału Nauk Biomedycznych i Kształcenia Podyplomowego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi
- prof. dr hab. n. med. Rafał Pawliczak
Oddziału Dziecięcego Szpitala MSWiA w Krakowie
- dr n. med. Teresa Marek - Szydłowska
Mamy już 299 zarejestrowanych użytkowników, którzy założyli 14 blogów i napisali 973 komentarzy!
Ostatnio założone blogi: Shira, przebinda, marcelek2007