Pomiędzy moimi badaniami a wizytą u doktora pojechaliśmy na upojny weekend do Krakowa. Było uroczo.
Jechaliśmy długo. Wyruszyliśmy w piątek po 16.00, a dojechaliśmy ok. 23.00, gdyż na drogach są liczne roboty drogowe i około dwóch godzin przestaliśmy w korkach. Dziewczynki były przecudowne. Pola przespała 80% drogi, a Iga 70%. Z naszych dzieci ja radzę sobie w podróży najwyraźniej najgorzej. W jednym z korków, gdy nie było pobocza, na które można by było wyskoczyć, niemal zsiusiałam się w samochodzie.
W nocy, na miejscu, dziewczęta poszalały po pokoju, zjadły, wypiły, wykąpały się i poszły spać po 24.00. Wstały - Bogini istnieje – ok. 8.30. Potem długo celebrowaliśmy hotelowe śniadanie i ruszyliśmy w miasto. Łaziliśmy po Krakowie nieprzerwanie od 11 do 17.00. Iga na nogach, głównie biegając w tę i z powrotem, więc zrobiła podwójną trasę – a i my szczerze się zmęczyliśmy. Oglądaliśmy kamieniczki i cudne uliczki, detalicznie zwiedziliśmy Wawel, katedrę, krypty. Dużo uwagi poświęciliśmy krakowskim dzwonom, bo zafascynowały Igę. Zjedliśmy obiad w miłej restauracji i udaliśmy się na basen. Polcia w ciągu dnia zdrzemnęła się w wózku około 40 minut, a poza tym brała bardzo aktywny i niezmienne radosny udział w zwiedzaniu. Padła po basenie po 20.00, Iga około 21.00. Następnego dnia obejrzeliśmy krakowski Kazimierz, potem znów rynek, Iga zjadła kopytka i ruszyliśmy w drogę powrotną. Maluchy padły na ponad 3 godziny więc sobie powspominaliśmy z małżonkiem nasze 33 lata życia (był październik i właśnie obchodzimy urodziny, mąż 10 dni wcześniej niż ja), w tym 6 lat pożycia wspólnego.
Niestety. W hotelu była na stałe włączona klimatyzacja bez możliwości jej wyłączenia lub choćby zmniejszenia siły rażenia. Już podczas upojnego weekendu zaczęłam mieć kaszel i duszności, Iga wróciła do domu z zaostrzonym katarem alergicznym i chrypą jak spod budki z piwem. Zaczęła niepokojąco kasłać i na wszelki wypadek położyliśmy ją na noc w naszym łóżku. Zwiększyliśmy dawki leków zgodnie z zaleceniem lekarza. Niebawem do grona katarzących i prychających dołączyła słodka Polcia.
Wspaniały Kraków i Wasza wycieczka,szkoda tylko,że klima popsuła Wam samopoczucie...
02-01-2010 gość
Traktuję klimatyzację jako zło konieczne i na dodatek starannie kontrolowane (włączona lub wyłączona według MOICH potrzeb): w tropikach, w samochodzie podczas letnich wojaży po po południowej Europie.. i nigdzie więcej. Nie zamieszkałabym w hotelu, gdzie zainstalowana jest na stałe. Bardzo szkoda, że przez ten rozsadnik alergenów nie mogliście w pełni cieszyć się tak udaną wyprawą! A Dziewczynki macie, rzeczywiście, dzielne! Pozdrawiam, Grae
10-01-2010 aniobelek
o kurcze a mialo byc tak pieknie.mam nadzieje, ze dziewczynkom nie rozwinelo sie nic powaznego.lece czytac dalej.
Samodzielnego Publicznego Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Działdowskiej 1 w Warszawie
- dr n. med. Anna Zawadzka-Krajewska
- dr n. med. Agnieszka Krauze
- dr n. med. Joanna Lange
- dr n. med. Joanna Peradzyńska
- dr n. med. Witold Bartosiewicz
- psycholog kliniczny Milena Pyra
- psycholog kliniczny Beata Zduńczyk
Katedry Alergologii, Immunologii i Dermatologii Wydziału Nauk Biomedycznych i Kształcenia Podyplomowego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi
- prof. dr hab. n. med. Rafał Pawliczak
Oddziału Dziecięcego Szpitala MSWiA w Krakowie
- dr n. med. Teresa Marek - Szydłowska
Mamy już 299 zarejestrowanych użytkowników, którzy założyli 14 blogów i napisali 973 komentarzy!
Ostatnio założone blogi: Shira, przebinda, marcelek2007